Ładowanie...

V Pucki Mistrz Ortografii

Konkurs ortograficzny

7 listopada 2021 r. tradycyjnie z okazji zbliżającego się Dnia Niepodległości, odbyła się V edycja konkursu ortograficznego "Pucki Mistrz Ortografii". 

W dyktandzie uczestniczyli nie tylko mieszkańcy Pucka ale również Gminy i Powiatu Puck. 

W konkursie wzięło udział 28 uczestników: 

7 osób w kategorii dzieci do lat 14 oraz 21 osób w kategorii młodzież od lat 15 i dorośli.

Tekst został przygotowany przez polonistkę ze Szkoły Podstawowej w Mrzezinie - Esterę Stankiewicz.

Nagrody, które wręczyli Hanna Pruchniewska Burmistrz Miasta Puck, Małgorzata Kolendowska Dyrektor Biblioteki oraz Estera Stankiewicz Przewodnicząca Komisji otrzymali:

- w kategorii dzieci do lat 14:

1. miejsce Lena Cierpiałkowska

2. miejsce Aleksandra Czarnecka

3. miejsce Maja Piekańska

- w kategorii młodzież od lat 15 i dorośli:

1. miejsce Dorota Pisarska

2. miejsce Jerzy Adrjan

3. miejsce Nicole Konczerewicz.

Gratulujemy zwycięzcom!

Wszystkim uczestnikom dziękujemy za udział w V edycji konkursu orograficznego "Pucki Mistrz Ortografii".

Dla chcących spróbować swoich sił w domowym zaciszu publikujemy tekst dyktand z dnia dzisiejszego.

„Koncert Muzyki Filmowej”

W któryś bezchmurny wieczór chłopcy i dziewczęta z klasy siódmej udali się do Ratusza Miejskiego, znajdującego się przy puckim Starym Rynku, aby móc uczestniczyć w Koncercie Muzyki Filmowej. Krzysztof, gospodarz tej klasy i inicjator tego wyjścia, od miesiąca był bardzo zniecierpliwiony przyjazdem wziętego trębacza. Krzysiek pochodził z muzykującej rodziny i niejeden raz przysłuchiwał się już występom artystów w Polskiej Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku, nie był zatem laikiem w tej dziedzinie.

Tego dnia wszystkich uczestników koncertu obowiązywał strój galowy. Niektóre z pań przyodziały długie suknie, w których prezentowały się niezwykle uroczyście. Panowie w garniturach i muszkach pod szyją wyglądali równie dostojnie. Jednakże totalną furorę zrobiła pani burmistrz, która przyszła w żorżetowej koszuli z sutym żabotem.

Najpierw orkiestra próbowała się zharmonizować. Młodzież z zaabsorbowaniem przysłuchiwała się pierwszym dźwiękom. Niebawem nastała cisza, na scenę wszedł dyrygent. Westchnął niezmiernie i zamaszyście machnął cienką batutą. Tym samym rozpoczęła się uczta dla uszu. Goście mieli okazję usłyszeć najpopularniejsze utwory z filmów takich jak: „Piraci z Karaibów”, „Gladiator” czy „Władca Pierścieni”. Za każdym razem, kiedy tempo przyspieszało, słuchacze przytupywali nogami. Uwieńczeniem była solówka przeuroczej skrzypaczki, co wrażliwsi uronili nawet łzę wzruszenia. Na koniec rozniosły się po sali huczne i gromkie owacje na stojąco.

Nazajutrz emocje nie opadły. Niezbyt wypoczęci uczniowie już na wejściu do klasy zaczęli opowiadać swojej wychowawczyni o niezapomnianych przeżyciach:

- Nie wyobraża sobie pani cóż to był za koncert! – wykrzyknął Joachim z przejęciem.

- Cieszę się, że doceniacie uroki takich wydarzeń w naszym mieście – powiedziała dumnym głosem pani Honorata.

- Ja miałam wrażenie, że przeniesiono nas w inny wymiar – oznajmiła Hania.

- Nie macie pojęcia jak żałuję, że mnie to ominęło. Mam nadzieję, że jeszcze będę mogła towarzyszyć wam w jakimś wspaniałym przedsięwzięciu – dodała wniebowzięta nauczycielka.

Jeszcze tego samego dnia uczniowie zaczęli planować wspólny wyjazd na Festiwal Szekspirowski.

„Nieujarzmione wojaże Jerzego”

W późnojesienne piątkowe przedpołudnie nietęga polonistka, uprzednio spojrzawszy na Honoratę i jej kształtną główkę ze świeżo zrobionym beżowo-rudym balejażem, zaproponowała na chybcika i od niechcenia napisanie arcytrudnego dyktanda. Ośmioosobowa grupa wpółżywych gości nie ukrywała rozzłoszczenia. Tylko z jedenastej ławki dochodziły jakieś żenujące śmiechy-chichy nie wiadomo z czego. Rozhisteryzowani uczestnicy na pewno nie czuli się nazbyt komfortowo. Rozglądając się w tę i we w tę /wte i wewte, rozważali wpierw próbę ucieczki, jednak ostatecznie pozostali w sali.

Wtem prowadząca włączyła relaksujący, a jednocześnie żywiołowy utwór austriackiego wirtuoza Wolfganga Amadeusza Mozarta. Wyjątkowa kompozycja dźwięków w tonacji C-dur miała wspomóc szare komórki mózgowe uczestników. Po chwili chimeryczne odgłosy ucichły. Na podest, ku zdziwieniu wszystkim, weszła dzierżoniowska ornitolożka, przyjaciółka przewodniczącej jury. Z nienaganną starannością odczytała dyktando o jakichś nietypowych ptasich osobnikach. Kiedy wymieniła białorzytkę, trznadla, grubodzioba i wdówkę rajską, ni stąd, ni zowąd chyżo wyskoczył obunóż z ławki ponadtrzydziestoletni Jerzy i znienacka krzyknął, że wróci niezadługo. Minęło kilka sekund i już go nie było. Na co dzień pucczanie są wyrozumiali, jednakże tym razem nie mieli litości dla jegomościa. W związku z tym, że zrobił się niezły rejwach, uznano tę sytuację za faux pas.

Nieokiełznany mężczyzna pospiesznie wsiadł do swojego forda, podjechał tylko do domu po ekwipunek i rozpoczął wojaż, prawdziwą ekstrapodróż. Pan Jerzy zainspirowany fauną i florą Polski, o której usłyszał podczas pisania dyktanda, przemierzył polskie niziny, wyżyny oraz góry wzdłuż i wszerz, nie zapominając przy tym o odwiedzeniu swoich krewniaków. Najpierw udał się na Kujawy, gdzie złożył wizytę wujostwu w Brzyskorzystewku, tego samego dnia podążył jeszcze do Żnina. Nie zatrzymując się tam na długo, podziwiał żaglówki pływające przy przystani żeglarskiej na Jeziorze Małym. Od tubylców dowiedział się, że niektórzy żninianie brali udział w powstaniu kościuszkowskim, co niesłychanie zwróciło jego uwagę. Później Jerzy odwiedził okolice Sądecczyzny i Wyżynę Krakowsko-Częstochowską, zajrzał także do Dzierżążni oraz na poznańskie Jeżyce. Na Pojezierzu Wielkopolskim zapoznawał gościnnych Wielkopolan, a wcześniej nowomodnych warszawiaków, jak również życzliwych Ślązaków.

Gdy chwacki mężczyzna przybył na Podhale, o dziwo wcale mu się tam nie podobało. Nie mitrężąc czasu, udał się w okolice Beskidu Sądeckiego, skąd wyruszył na wyprawę górską.

Będąc pod jednym ze szczytów, trafił do obmierzłego schroniska, gdzie unosił się ohydny odór, istne paskudztwo. Rach-ciach wypił herbatę, zjadł przepołowioną drożdżówkę, parudniową brzoskwinię i nie zastanawiając się, wyruszył w dalszą podróż. Zachwycając się melanżem żółtozielonych barw jesieni i krwistoczerwonymi zachodami słońca, podróżnik przypomniał sobie kaszubskie pejzaże. Jego mózg zaczął wytwarzać mrzonki o powrocie do domu niebiesko-białym helikopterem.

Po chwili w kieszeni zadrżał mu smartfon. Jerzy ujrzał na ekranie zdjęcia ulic Pucka, które były wypełnione żołnierzami i ludźmi chcącymi uszczknąć czegoś z odświętnej atmosfery 100. rocznicy Zaślubin Polski z Morzem. Wojażer szczególnie rozczulił się na widok aktora, który grał Józefa Hallera. Natychmiast zawrócił, wsiadł w samochód i udał się do rodzinnego Pucka.

 

Skontaktuj się z nami